Dyskusje na temat pojazdów elektrycznych zwykle sprowadzają się do oczywistości. Zero emisji z rury wydechowej. Zmniejszenie zależności od ropy. Długoterminowe oszczędności dla kierowców. To właśnie tym tematom poświęca się najwięcej uwagi. Jednak w danych czai się dziwniejszy efekt, który nie ma nic wspólnego ze środowiskiem, a wszystko ma związek z miejscem zakupu napoju energetycznego.
Morgan Stanley niedawno zwrócił uwagę na potencjalne wyzwania stojące przed sektorem napojów. Logika jest prosta. Jeśli jeździsz samochodem elektrycznym, przestajesz tankować na stacji benzynowej. Łączysz się z ładowarką domową lub publiczną. Ponieważ znaczna część sprzedaży napojów w USA odbywa się na stacjach benzynowych, baza klientów w branży maleje.
Dlaczego przekąski na stacji benzynowej są ważniejsze, niż się wydaje
Nie chodzi tylko o okazjonalne zakupy napojów gazowanych. Są to zakupy impulsowe o wysokiej marży. W sklepach ogólnospożywczych napoje i przekąski często generują większy zysk na metr kwadratowy niż sama benzyna. Kiedy kończy się dopływ paliwa, kończy się także sprzedaż wysokomarżowych produktów powiązanych.
Aby zilustrować ryzyko, Morgan Stanley wyróżnił Monster Beverage. W USA 63% przychodów firmy pochodzi ze stacji benzynowych i sklepów spożywczych. Jest to istotna zależność. Jeśli przejście na pojazdy elektryczne przyspieszy szybciej niż oczekiwano, te konkretne kanały sprzedaży mogą wyschnąć.
„Koniec ery silników spalinowych stwarza bezpośrednie zagrożenie dla kanałów dystrybucji, które obecnie stanowią podstawę konsumpcji napojów”. — Opowiedziana na podstawie analizy Morgan Stanley
Jak realne jest to zagrożenie?
Nie. Nie panikuj. Przejście na pojazdy elektryczne to proces powolny. Minie dekady, zanim pojazdy elektryczne całkowicie wyeliminują pożeraczy benzyny z amerykańskich dróg. Stacja benzynowa ma czas. Nie znikną z dnia na dzień.
Co więcej, wiele z nich już zmienia swoją strategię. Instalowanie stacji ładowania staje się standardową praktyką. To całkowicie zmienia dynamikę. Napełnienie zbiornika paliwa zajmuje trzy minuty. Ładowanie akumulatora wymaga odczekania dwudziestu do czterdziestu pięciu minut. Ten czas oczekiwania jest cennym atutem dla sprzedawców detalicznych.
Kupujący, którzy wcześniej zabierali batonika i odjeżdżali, teraz siedzą w samochodach podczas ładowania. Potrzebują drinka. Potrzebują przekąski. Zwiększa się czas spędzony na stronie, co w rzeczywistości może zwiększyć koszty w przeliczeniu na klienta. Lokalizacja zmienia się z szybkiego drive-in w poczekalnię z automatami z napojami.
Czy zatem technologia pojazdów elektrycznych zabija branżę napojów? Najprawdopodobniej nie. Zmusza nas to do przeniesienia miejsca, w którym zarabia się pieniądze. Pompa paliwa znika, ale potrzeba kofeiny w oczekiwaniu na 80% naładowania pozostaje. Branża musi się jedynie dostosować do nowego rytmu jazdy.


















